Do Chorzowa po naukę

Na Kresach pojawił się dzisiaj Łukasz Surma, który z uwagą obserwował trening „Niebieskich”. Nie mogliśmy przepuścić takiej okazji do rozmowy z wieloletnim zawodnikiem Ruchu, rekordzistą Ekstraklasy, a obecnie trenerem trzecioligowej Soły Oświęcim.

Wyjaśnij, proszę, skąd Twoja obecność na treningu Ruchu?

Przyjazd na Ruch to dla mnie zawsze przeżycie. Spędziłem tu kupę ładnych lat i przyjechać można zawsze, nawet bez okazji. Zobaczyć starych znajomych, te boiska, z którymi wiąże się wiele wspaniałych wspomnień. Teraz akurat jestem tutaj – można powiedzieć – w pracy. Przyjechałem się uczyć trenerskiego fachu. Teraz jestem po tej drugiej stronie, czyli od strony ławki. Prowadzę trzecioligową Sołę Oświęcim i czas po zakończeniu rundy jesiennej postanowiłem wykorzystać na podszkolenie się. Pomyślałem o Ruchu, bo ten kierunek działania zawsze był mi bliski. Stąd moja obecność. Znam się przecież dobrze z Markiem Wleciałowskim jeszcze z boiska, później mnie trenował. Teraz pozwolił mi na to, a wiem, że nie każdy trener w ferworze walki lubi jak ktoś „obcy” jest na treningu. Ale potraktowano mnie jak swojego, dzięki czemu mogę tu być, obserwować zajęcia i się uczyć. Bardzo za to dziękuję.

Trenerką zajmujesz się już od blisko roku. Jak to wygląda z tej drugiej strony?

Jest zupełnie inaczej. Czynny piłkarz za bardzo nie zdaje sobie z tego sprawy. To inna perspektywa patrzenia. Oczywiście to boiskowe doświadczenie na pewno mi pomaga, ale widzę, że muszę się dużo uczyć, skupić się na tym, by być w stanie popchnąć drużynę we właściwym kierunku. Chciałbym by ten mój zespół miał jakieś oblicze, swój styl. W tym wszystkim trzeba jeszcze mieć na uwadze całą kadrę drużyny. Gdy byłem piłkarzem dbałem tylko o siebie, teraz muszę dbać o wszystkich zawodników. Dlatego ta perspektywa się zmienia.

Większy stres odczuwasz teraz jako trener?

Zdecydowanie. To 90 minut podenerwowania o wynik zespołu i te późniejsze bicie się z myślami – czy dobrze zrobiłem, czy dobrze przygotowałem drużynę, czy zrobiłem dobrą zmianę. Mam też nadzieję, że satysfakcję będę miał podobną jak z czasów, gdy sam grałem. Ale tego jeszcze szukam. Satysfakcja z gry była jednak większa. Poza tym tak do końca nie wierzę jeszcze, że przestałem grać. Tak się czuję. Muszę się jednak z tym zmierzyć i iść w tym kierunku, na karku mam już blisko 42 lata. Dla mnie to naturalne, że po tylu latach gry mogę to doświadczenie, wiedzę przekazać młodszym zawodnikom. Tylko ten przekaz jest tutaj najtrudniejszy.

Jeszcze rok temu nie byłeś pewny czy trenerka będzie Twoją dalszą życiową drogą. Za sobą masz już blisko roczne przetarcie w tym zawodzie. W tym czasie nabrałeś pewności, by iść dalej w tym kierunku?

Jestem bliższy temu przekonaniu, ale nie można powiedzieć, że klamka zapadła. Gdy idę na trening i myślę o nim, to na tysiąc procent, po prostu mam taki charakter. Natomiast jeszcze to badam. To wszystko jest niewymierne. Chciałbym wypracować sobie taki styl pracy, żeby efekty zależały ode mnie. Jeśli zobaczę, że to co robię, przekłada się na boisko, na chłopaków, to tak, to zostanę w tym. Ale jeśli będę widział, że robimy coś na treningu, a na boisku zawodnicy robią swoje, to nie będzie to miało dla mnie sensu. Na razie różnie z tym bywa, dlatego się denerwuję.

Praktykę łączysz z dalszą edukacją? Jak wygląda kwestia Twoich uprawnień trenerskich?

Dysponuję licencją UEFA A i teraz chciałbym się dostać na kurs UEFA Pro. Myślę, że praca w III lidze pokazuje, że chcę.

Zasłużonym zawodnikom łatwiej jest się dostać na taki kurs?

Nie ma tego typu ram, choć myślę, że patrzy przychylniejszym okiem. Wielu zawodników nie kończyło studiów, nie mieli tej możliwości, grali całe życie w piłkę i poświęcili się temu. Uważam, że trzeba przychylniej na nich spojrzeć.

Widziałbyś siebie znowu w Ruchu w bliższej lub dalszej przyszłości?

W Ruchu to ja się widzę zawsze! Ale w jakiej roli to zobaczymy. Teraz jestem w Sole Oświęcim, a do Chorzowa przyjeżdżam po naukę.

 

 

 

 

 

Data dodania: 2018-11-21